RSS

„Dziewczyna z wiatrem we włosach”

Do drugiej odsłony serii „Między stronami życia” zaprosiła nas Anna Szczęsna – książki, które same się czytają w swojej nowej książce „Dziewczyna z wiatrem we włosach”. Cieszy mnie, że drugi tom trafił w ręce czytelników tak szybko, ponieważ autorka zafundowała bardzo mocne, otwarte zakończenie w „Dziewczynie, która patrzyła w słońce”.

W poprzednim tomie głównymi bohaterami była para pisarzy – Justyna i Michał, zbudowani na zasadzie kontrastów. Bohaterów różniło niemal wszystko, od skrajnie odmiennego podejścia do życia, do różnych gatunków literackich, w jakich tworzą. W drugiej części perypetie Justyny i Michała nadal nas absorbują, jednak szala wydarzeń przechyla się na postać do tej pory drugoplanową, na Marlenę.

Do tej pory wiedzieliśmy o Marlenie niewiele, że jest agentką literacką Michała i przyjaciółką Justyny. Właściwie poza Beatą, to historię Marleny chciałam poznać najbardziej. To postać, która jest napiętnowana ogromną samotnością, spełnia się zawodowo, jednak ludzi trzyma na dystans od siebie i swoich problemów. Tak naprawdę Marlena jest punktem wyjścia do kwestii z jakim Ania zderza czytelnika. Pokazuje z niezwykłą wrażliwością, jak trudno jest poprosić o pomoc, czy nawet zdać sobie sprawę, że się jej potrzebuje. Z kart „Dziewczyny z wiatrem we włosach” wybrzmiewają refleksje o przemijaniu, o starości, o tym, że być może każdy stanie kiedyś przed faktem, że ktoś bliski będzie wymagał opieki i wsparcia. Relacje rodzinne kreślone są tutaj bez lukru, bywają uciążliwe, trudne, a wręcz toksyczne, a skala krzywd i autodestrukcji do jakiej możemy dopuścić jest ogromna.

O pierwszej części serii powiedziałam, że to książka, która przytula, podczas jej czytania czułam się dobrze i bezpiecznie. Drugi tom pomimo tego, że jest nośnikiem poważnych przemyśleń również sprawia, że czuję się dobrze. Ania ma dar niesienia w swojej twórczości nadziei, podsuwa czytelnikowi lustro i gdzieś pomiędzy stronami udowadnia, że jeszcze może być pięknie. Za to dziękuję najbardziej.

Na koniec dwa cytaty, które mnie urzekły, każdy z innego powodu 🙂

„Co mogę zrobić lepiej? Zaczęła się zastanawiać. Jak wykorzystać dany czas, żeby nigdy nie żałować?”

„Dotarło do niej, że jedyne witaminy, jakie przyjmuje, pochodzą z wina. Bo chyba są tam jakieś witaminy, skoro wino jest z owoców?”

Wydawnictwo Kobiece

Na moją rozmowę o pierwszym tomie „Dziewczyny…” zapraszam tutaj:
https://www.facebook.com/AgnieszkaWlokaPomiedzyStronami/videos/1754412198063854

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 6 września, 2021 w Recenzja

 

Tagi: ,

Wywiadowcze podsumowanie lata

Każde spotkanie opisywałam szczegółowo i na bieżąco na moim fanpage: https://www.facebook.com/AgnieszkaWlokaPomiedzyStronami/
Kilka dni tych wakacji spędziłam w gościnnych progach Miejska Biblioteka Publiczna w Gliwicach na Summer Arena Arena Gliwice na rozmowach z interesującymi ludźmi, a jak wiecie to jest to, co lubię najbardziej.

Każda taka wymiana myśli we mnie zostaje, każda mnie czegoś uczy, również o sobie. Miejska Biblioteka Publiczna w Gliwicach dziękuję za zaufanie i rewelacyjną atmosferę, oby do szybkiego zobaczenia ❤

Dziękuję serdecznie moim rozmówcom, to była wielka radość i przyjemność moderować z Wami spotkania.

Wojciech Chmielarz – pisarz

Alek Rogoziński

Tomasz Duszyński

Jakub Ćwiek. Dosłownie. (to spotkanie było w Ełckie Centrum Kultury)

Anna Kańtoch

Łukasz Orbitowski

Bartosz Szczygielski – pisarz

Jarosław Kret

Mariusz Szczygieł

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 5 września, 2021 w Spotkania z autorami, Wywiady

 

Tagi: ,

Premiera „Pań Czarownych”. Wywiad z Joanną Miką.

Wczoraj, z okazji premiery „Pań Czarownych” Wydawnictwo SQN zapraszałam Was na wywiad z Jakub Ćwiek. Dosłownie. Dziś pozostając w temacie książki zapraszam na rozmowę z Joanna Mika.
Joanna Mika, to redaktorka o której słyszałam dobre słowo od każdego pisarza z którym pracowała. A pracuje z najlepszymi: Jakub Małecki, Łukasz Orbitowski, Jakub Żulczyk, Aneta Jadowska, Tomasz Duszyński czy Jakub Ćwiek. I właśnie o najnowszej książce Jakuba Ćwieka – zatytułowanej „Panie Czarowne” – porozmawiałyśmy.

Asiu, po rozmowie z Jakubem wiem, że miałaś spory wkład w „Panie Czarowne”, na czym dokładnie polegał z Twojej perspektywy?

W pierwotnej wersji powieści było za mało… samych Pań Czarownych. Kuba położył nacisk na wątek spisku zawiązanego przeciw wiedźmom i przez to poniekąd zabrakło miejsca dla Betki, Lilki, Buni i Królewny. W redakcji odchudziliśmy więc fabułę z części bohaterów i ze scen poświęconych przygotowaniom do polowania, a Kuba dopisał więcej tych, w których prym wiodą główne bohaterki. „Panie…” od początku miały duży potencjał jako powieść obyczajowa, dlatego zależało mi, żeby go lepiej wykorzystać.

Jakub uwzględniał wszystkie Twoje propozycje zmian, czy też gdzieś musieliście pójść na kompromis?

Obstawał przy pozostawieniu bodajże dwóch fragmentów, które usunęłam, bo wydały mi się zbędnymi dygresjami. I miał rację, bo oba są dobre literacko i wzbogacają opowieść. Kuba jest niesłychanie otwarty na sugestie, pracowity i nie boi się rewolucji w tekście. Dlatego między innymi tak lubię z nim pracować.

Może jakaś scena „Pań Czarownych” jest najbardziej „Twoja”, albo szczególnie Ci bliska?

Bardzo lubię cały wątek Jagny. Jest mocny i przejmujący.

Po rozmowach z Jakubem Małeckim i Łukaszem Orbitowskim wiem, że zdarza Ci się sugerować przemeblowanie dużej części książek. Pisarze muszą mieć ogromne zaufanie do Twojej pracy.

To działa w obie strony. Z Łukaszem i Kubą – jednym i drugim – znamy się i współpracujemy od lat. Oni wiedzą, że chcę dla ich literackiego „dziecka” jak najlepiej. Ja wiem, że nawet jeśli napiszę wprost: „Ta powieść jest słaba”, nie uniosą się honorem, tylko przegadają ze mną kierunek zmian i siądą do pracy, po czym wrócą z o niebo lepszym tekstem. Wiem, na co stać każdego z nich, dlatego czasem pozwalam sobie na redaktorskie marudzenie.

Read the rest of this entry »
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 2 września, 2021 w Wywiady

 

Tagi: , , , , , , ,

Premiera „Pań Czarownych”. Wywiad z Jakubem Ćwiekiem.

Dziś swoją premierę mają „Panie Czarowne” Jakub Ćwiek. Dosłownie. Wydawnictwo SQN

Z tej okazji zapraszam Was na moją rozmowę z Jakubem, przeczytajcie o tym, jak powstawały „Panie Czarowne”.

W „Paniach Czarownych” po raz kolejny, po „Topieli”, zabierasz czytelnika do swoich rodzinnych Głuchołaz?

W moje rodzinne strony zabrałem czytelników już nie pierwszy raz. Epilog „Szwindla” ma miejsce właśnie w Głuchołazach, a akcja słuchowiska „Szepczący w eterze” będącego uwspółcześnieniem opowiadania Lovercrafta ma swój finał tam, gdzie zaczynają się Panie – w Pokrzywnej, wiosce nieopodal Głuchołaz. To oficjalnie, bo czasem nawet jak nie podaję nazwy miasta, albo celowo podaję inną, ktoś, kto zna Głuchołazy, rozpozna konkretne lokacje. To bardzo wdzięczne miasto do opisywania, bo z jednej strony typowe małe miasteczko, a z drugiej miejsce z bogatą historią, ciekawie umiejscowione i w związku z tym ze sporym fabularnym potencjałem.

Czy mieszkańcy Głuchołaz mają świadomość, że „Szubieniczna góra” ma mroczną etymologię? Bo jej nazwa jest związana z procesami czarownic. W połowie XVII wieku pogranicze nysko – jesenickie było świadkiem wielu poprzedzonych torturami śmierci „za czary”.

Część mieszkańców wie, choć nie jest to, na ile się orientuję, wiedza powszechna. Ja zresztą sam bardzo długo nie miałem o tym pojęcia i dowiedziałem się dopiero od szwagra podczas rodzinnej podróży po Stanach. Byliśmy akurat w osławionym Salem, zwiedzaliśmy Muzeum Czarownic i wtedy właśnie mój szwagier, lokalny patriota powiedział mi: Ty, ale wiesz, że to samo mieliśmy w Głuchołazach, nie? A nawet gorzej, bo ofiar było więcej.

Obecnie w naszej okolicy istnieją szlaki turystyczne, rowerowe nawiązujące do tamtych wydarzeń i podające podstawową wiedzę na ich temat. Ale myślę, że to wciąż ogromne pole do popisu dla mnie, by w należyty sposób spopularyzować historie ofiar procesów czarownic na tych ziemiach. Zacząłem od powieści fantastycznej, od podszytego grozą urban fantasy, ale nie zamierzam na tym poprzestać.

Lepiej pisać o miejscach bliskich? Nawet jeśli odkrywasz jego mroczne karty historii?

Myślę, że to zależy od tego z kiedy są te mroczne karty. To, co się działo w moich okolicach w siedemnastym wieku to oczywiście ogromna tragedia i jedna z wielu zbrodni za którą Kościół Katolicki winien zostać należycie rozliczony (zwłaszcza, że w ten czy inny sposób kultywuje swoje procesy osądzania i piętnowania ludzi odstających od ich koncepcji świata). Ale też powiedzmy to jasno, po tylu latach rozpatrujemy to bardziej w kategoriach historycznej ciekawostki niż jątrzącej się rany. To nie Wołyń, ani nie Jedwabne, gdzie istnieje szansa, że jesteś dzieckiem czy wnukiem kogoś, kto tej zbrodni dokonał. Stąd nieco większy dystans do opowieści.

Ale mimo wszystko nie należy zapominać, że to nie jest tak, że uporaliśmy się z problemem, który zrodził procesy czarownic. Kiedy Arthur Miller pisał swoje „Czarownice z Salem” równie mocno co do wydarzeń dawnych, odnosił się do współczesnej Ameryki i McCarthyzmu. My z kolei możemy zobaczyć na przykładzie naszego kraju, że Kościół, który przy obecnej władzy odzyskał swoją dawną władzę i przywileje, niczego się ze swojej okrutnej, obrzydliwej historii nie nauczył. Czy też inaczej, nauczył się, że takie rzeczy jak szykanowanie innych zawsze uchodzi mu na sucho.

Twoje bohaterki to bardzo często silne kobiety, czy to Dzwoneczek z „Chłopców”, czy bohaterki „Drelicha. Prosto w splot”. Jednak tym razem zupełnie oddałeś stery kobietom, bo to tytułowe Panie Czarowne są głównymi bohaterkami. Było w związku z tym trudniej?

Zawsze jest trudno, gdy oddaję stery, a więc śledzę i odtwarzam tok myślowy, bohaterów czy bohaterek mocno różnych ode mnie. W przypadku postaci kobiecych jest to zwykle o tyle trudniejsze, że ja często nie mam pojęcia, że robię coś źle, że mam nie tę perspektywę. Tu jednak czuwało nade mną sporo kobiet, a przede wszystkim Asia Mika, wspaniała redaktorka, której tę książkę zadedykowałem, bo miała na nią bardzo duży wpływ. Dawno się już nauczyłem, że w pisaniu obowiązuje ta sama zasada, co w innych dziedzinach – jak czegoś nie wiesz, to zamknij się, słuchaj i obserwuj. A jak już zrobisz, to zapytaj czy dobrze. Działa.

Już dawno wspomniałeś, że będzie delikatna nić łącząca „Panie Czarowne” z uniwersum „Chłopców”, skąd akurat to zestawienie?

Ona nie jest aż taka delikatna, choć przyznaję, w pierwszej wersji książki była mocniejsza. Ale to zestawienie wydaje mi się dość naturalne. Zarówno „Chłopcy” jak i „Panie Czarowne” odnoszą się w jakiś sposób do opowieści, których słuchaliśmy jako dzieci. Piotruś Pan czy różne wiedźmy to historie, które znamy, w jakiś sposób nas ukształtowały. Ja je teraz opowiadam na nowo. Dla mnie Chłopcy i Panie to dwie strony tej samej monety.

Największe wyzwanie podczas pracy nad „Paniami”?

Przepisać tę książkę, gdy okazało się, że pierwsza wersja, choć zawiera wiele fajnych motywów, nie opowiada historii jaką chciałem opowiedzieć. Czułem się trochę jak reżyser w montażowni, który dopiero tam, mając mnóstwo nakręconego materiału, uświadamia sobie, że może tę opowieść przedstawić lepiej i zwięźlej. I znowu wracamy tu do Asi Miki. To w dużej mierze jej zasługa, że to zrozumiałem. Tego, że otrzymawszy pierwszą wersję napisała mi, że ta książka może być naprawdę bardzo fajna. Ale na ten moment nie jest. Wtedy zaczął się trudny, żmudny proces sprawienia, żeby jednak była. Mam nadzieję, ale i wrażenie, że zakończony sukcesem.

Jest tam kilka wymagających emocjonalnie scen. Potrafisz się odciąć, czy jednak to przeżywasz? Bo muszę przyznać, że mną szarpnęło kilka razy.

Bardzo przeżywam i nawet nie próbuję się odcinać. Uważam, że ładunek emocjonalny musi być prawdziwy, by to czy tamto właściwie zadziałało na czytelnika. No i przede wszystkim, bo to najważniejsze, poruszam problemy, które w tej czy tamtej formie dotykają prawdziwych ludzi. Moje postaci to nie znaczki na kartkach, ale prawdziwi ludzie stają w obliczu takich strasznych sytuacji i muszą się z nimi uporać. Myślę o nich tworząc. Myślę, że uczciwe oddanie im głosu, nawet w powieści gatunkowej – a może zwłaszcza w powieści gatunkowej – może zmienić coś w mentalności. I dlatego zaciskam zęby i piszę tak zwane sceny zaangażowane. Dlatego buduję wokół nich swoje historie.

Read the rest of this entry »
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 września, 2021 w Spotkania z autorami, Wywiady

 

Tagi: , , , , , , , , ,

Wywiad z Anną Kańtoch

Zapraszam na krótką rozmowę z Anna Kańtoch tegoroczną laureatką Nagrody Wielkiego Kalibru za książkę „Wiosna zaginionych” Wydawnictwo Marginesy Udało nam się złapać w siedzibie Śląski Klub Fantastyki gdzie wypytałam o research, pisarskie plany i sami zobaczcie o co jeszcze 🙂

Agnieszka Włoka: Aniu, serdecznie gratuluję Nagrody Wielkiego Kalibru za „Wiosnę zaginionych” jak się czujesz z kolejnym wyróżnieniem?

Anna Kańtoch: Bardzo dobrze. 🙂 To dla mnie poniekąd znak, że ten lekki (podkreślam, że lekki, bo z pisania fantastyki nie zamierzam rezygnować, o co sporo osób mnie podejrzewa) skręt w stronę kryminałów bez fantastyki był dobrym wyborem.

AW: Czy po pięciu Nagrodach im. Janusza A. Zajdla, nagrodzie Kryminalna Piła, a także po wyróżnieniu Nagrodą Literacką im. Jerzego Żuławskiego każdy kolejny sukces smakuje inaczej?

AK: Odpowiem dyplomatycznie: tak i nie. Tak, bo każda nagroda jest trochę inna. Inaczej smakuje nagroda przyznawana przez szerokie grono czytelników, a inaczej przez jury złożone z ekspertów. Cieszy mnie, że potrafię dotrzeć do jednych i do drugich. Niemniej emocje są jednak dość podobne.

AW: Niedawno ukazała się kontynuacja „Wiosny..” – „Lato zaginionych”. Kiedy możemy się spodziewać trzeciego tomu i jaka pora roku będzie mu towarzyszyć?

AK: A to jest bardzo podchwytliwe pytanie. 🙂 Na pisanie ostatniej części zostawiam sobie końcówkę lata i początek jesieni, potem będzie faza poprawek – wiadomo. A potem to już tak naprawdę zależy od wydawnictwa. Jeśli nie będzie obsuwy (bo na tym etapie sporo rzeczy się może wydarzyć), to zakładam, że trzecia część ukaże się późną wiosną/wczesnym latem, tak jak „Lato utraconych”. A tytuł to oczywiście „Jesień”, pytanie tylko – kogo? Odzyskanych? Jeśli ktoś miałby jakiś fajny pomysł, będę wdzięczna za podrzucenie.

AW: W takim razie czekamy na propozycje 🙂 Nie planujesz jakieś dodatkowej „zimowej” historii?

AK: Nie, to nowoczesny cykl, z czasów globalnego ocieplenia. Zimy nie ma. 🙂

AW: Akcja „Wiosny..” toczyła się głównie w twoich rodzinnych Katowicach. Skąd akurat te konkretne miejsca w „Lecie utraconych” i czy w ramach researchu wymagana była wycieczka w Tatry?

AK: Akcja „Lata utraconych” dzieje się częściowo w leśniczówce „Pogański Młyn”, która jak najbardziej istnieje naprawdę, tylko nie w województwie śląskim, a w dolnośląskim, niedaleko Strzelina. Polecam, gdyby ktoś chciał się wybrać, bo to bardzo klimatyczne miejsce. Poza tym w książce są oczywiście Tatry, a konkretnie schronisko w Murowańcu. Wybrałam się tam w ramach researchu jesienią 2020 roku i była to bardzo sympatyczna wycieczka. Niestety, w tym roku nie będzie już tak łatwo, bo czeka mnie przejście szlakiem przez Orlą Perć. Już się boję. 🙁

AW: W „Lecie utraconych” Krystyna jest młodsza, pewne wydarzenia i ich konsekwencje są już czytelnikowi znane, czy trudniej Ci było budować akcję wstecz?

Read the rest of this entry »
 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 20 czerwca, 2021 w Spotkania z autorami, Wywiady

 

Tagi: , ,