RSS

Izabela Grabda „Zmarnowany czas”

Z dumą prezentuję powieść, którą objęłam swoim patronatem!

Aleksandrę i Marcela poznaliśmy w powieści „Zmarnowany rozsądek”. Ona – utalentowana fryzjerka, wychodziła z trudnego związku, On – wzięty pisarz, do relacji podchodził bardzo powierzchownie. Jaka intryga może połączyć tych dwoje ludzi? O tym przeczytacie w pierwszej części.

A dziś? Od wydarzeń z pierwszego tomu minęły dwa lata, a Ola i Marcel mają sobie wiele do wybaczenia. Czy przekroczyli już linię bez odwrotu, a ich uczucie przegra z plątaniną intryg? Iza buduje napięcie odsłaniając mroczne strony swoich bohaterów, nie ma tutaj kryształowych postaci bez skaz i wad. Wręcz przeciwnie, postacie są ludzkie w każdym aspekcie. Właśnie tym, co bardzo cenię u tej autorki, jest lekkość z jaką kreuje bohaterów, są autentyczni i nieprzerysowani.

Ogromne przeciwności losu i piętrzące się problemy są fabularnie spójne z całością powieści. Poza tym sprawia, że czytelnik się przejmuje i mu zależy. Trudno mi jednoznacznie powiedzieć, czy to kwestia interesujących bohaterów, czy ciekawej fabuły, ale coś sprawia, że odbiorca jest zaangażowany.

Poza warstwą intryg i zawirowań dostajemy także ciepłą i wzruszającą opowieść o rodzinie. „Zmarnowany czas” doprowadzi was do łez, miejscami zirytuje, będziecie też skołowani i pełni nadziei. Szerokie spektrum emocji i jest duża szansa, że gdzieś podczas tej literackiej wędrówki odnajdziecie odbicie własnych.

Wyczekana kontynuacja „Zmarnowanego rozsądku” to powieść o wielkich uczuciach, które determinują nasze życie, zmieniając je i jednocześnie nadając mu sens. Miejscami zabawna, precyzyjnie trafia w czułe struny.

Bo chyba zawsze warto dać życiu drugą szansę?

Izabela Grabda – strona autorska

LUCKY Wydawnictwo

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 12 lipca, 2022 w Recenzja

 

Tagi: , , , ,

Tarnowskie Góry. Fantastycznie

Od tego wszystko się zaczęło!

Dziś seria książek o Tarnowskich Górach Wydawnictwa Almaz liczy pięć tomów: trzy fantastyczne, jest też odsłona kryminalna i romantyczna.

Opowiem Wam o pierwszym zaproszeniu do tego magicznego miasta: „Tarnowskie Góry. Fantastycznie”. To aż jedenaście opowiadań, a ja przybliżę te, które mnie szczególnie urzekły.

„Znikacz” Pawła Majki, to opowieść o tym jak kusi życie w iluzji, wraz z mnóstwem refleksji o niezgodzie na zmiany ściśle wplecionych w architekturę Tarnowskich Gór. Autor trafia w melancholijną nutę, bo w każdym z nas tkwi pewne wyparcie poczucia upływającego czasu.

Wojciech Gunia w charakterystycznym dla siebie poetyckim stylu, pokazuje nam wojnę oczami dziecka. W opowiadaniu „Płyną” jest dużo mocnej symboliki i metaforycznych odniesień. Typowe dla twórczości Guni niezrozumienie świata i wynikająca z niego bezradność, tym bardziej spotęgowana, bo przefiltrowana przez dziecięcą niewinność. „Samarytanka” Roberta J.Szmidt również porusza temat wojny, ale szczególnie wybrzmiewa motyw konfrontacji dobra ze złem. W podobnie refleksyjnym tonie „Przepraszam, zajęte” mówi Jan Maszczyszyn prezentując czytelnikom futurystyczną wizję o braku porozumienia i zagubieniu.

Sentymentalną odsłonę Tarnowskich Gór dostajemy w opowiadaniu autorstwa Aleksandry Janusz „W poszukiwaniu skradzionego czasu” – opowieść o nieco dziś zapomnianej rzemieślniczej pracy. Jednak tak naprawdę czytamy o drogach na skróty i szukaniu łatwych rozwiązań, ze sporą dawką rozważań o czasie i o tym co ważne.

Radek Rak w „Pełni światła” zamienia swojego bohatera w kota, z wielkim wdziękiem i czułością dla tych zwierząt. Jest to przepiękna metafora obnażająca rozpad związku i obcość kiedyś bliskich sobie ludzi. Mądra i pełna nostalgii opowieść o relacjach.

Mam graniczące z pewnością przeczucie, że gdybym nie znała autorów tekstów, to bezbłędnie „Srebro głupców” przypisałabym do Łukasza Orbitowskiego, zwłaszcza po lekturze jego ostatniej książki „Chodź ze mną”. W fenomenalnym stylu snuje opowieść o rodzinie z pogranicza patologii, o miłości, przywiązaniu i o aniele, który czasami daje rady. Wielkie pragnienia i ambicje ojca nieudolnego wizjonera, który mimowolnie rozczula nas podejściem do syna. To jest bardzo „orbitowskie”, że postacie są wielowymiarowe i realne, przez co wybaczamy im popełniane głupstwa.

Mam wrażenie, że usłyszałam wiele nostalgicznych melodii w tych opowieściach, może wy usłyszycie coś zupełnie innego i na odmienne kwestie zwrócicie uwagę. Dajcie znać czy znacie ten tom fantastycznych opowiadań z Tarnowskich Gór.

Post przy współpracy z Wydawnictwo Almaz

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 7 czerwca, 2022 w Recenzja

 

Tagi: , , , , ,

„Granty i smoki” Łukasz Kucharczyk

A na poprawę nastroju polecam „Granty i smoki” Łukasza Kucharczyka.
Ona wzbudza radość, ale to nie trudno, tutaj mamy taką radość, która po chwili wprawia w zadumę, z czasem w coraz większą konsternację. Działa na podobnych zasadach co dobry stand-up, który rzeczywistość rysuje grubą kreską hiperboli, dając odbiorcom sporo do myślenia. Bo inteligentny humor, paradoksalnie, na dłuższą metę nie jest zabawny.
„Granty i smoki” składają się z kilku opowiadań które łączy postać doktoranta teorii wojowania na Uniwersytecie Wielkobohaterskim imienia Kelta Niezwyciężonego – Cilgrena, a towarzyszy mu nadrabiający nieobecności na zajęciach niziołek Rorty.
Pomimo dosadnie ukazanej rzeczywistości akademickiej, akcja nie dzieje się tylko w murach uczelni. Bohaterowie może bez entuzjazmu, ale z odwagą godnej wielkiej sprawy wyruszają na czołowe zderzenie z przygodą, a wszystko w imię nauki.
Akademickie tło wskazuje na dobrą znajomość tematu przez autora, a wszystko zostało osadzone w znanych legendach, baśniach, ale również w popkulturze, co zrobiono z wielką świadomością. Wydaje mi się, że utrzymanie balansu pomiędzy umiejętnymi odniesieniami a przesadzoną kalką to sztuka którą autor opanował do perfekcji. Do tego w formie humorystycznej łatwo popaść w skrajności, tymczasem nie ma w tym ani grama przesady. A kto kiedykolwiek zaznał życia studenckiego, ten wie, że samo w sobie niesie za sobą ogrom absurdów. Właściwie każda duża państwowa organizacja miewa nagromadzenie dziwnych, niepokojących druczków. I naprawdę wybierzesz wyprawę do czterdziestu plagiatorów po latający dywan, niż wypełnisz je ponownie. Bo jakie ma znaczenie czy smoki istnieją, jeśli kluczowa jest realizacja celów grantowych, w dodatku z dyszącymi w kark Recenzentami (najbardziej upiorne postacie w całej historii!). A od naglących terminów i zobowiązań wobec uczelni, nie uchroni nawet śmierć.
Nawiązania popkulturowe i liczne odniesienia świadczą o tym, jak oczytany jest autor i jak sprawnie potrafi operować inteligentnym humorem (za zgrabne wplecenie do treści twórczości Leśmiana przyznałabym dodatkowe punkty na wniosku grantowym).
Ogrom mniej lub bardziej znanych baśniowych motywów można bez utraty przyjemności tekstu, pomijać, ale sprawia wielką, czytelniczą satysfakcję ich wyłapanie. Całość czyta się zdecydowanie zbyt szybko i to jest największy minus tekstu i mój jedyny zarzut do autora.
Tak, na zdjęciu próbuję zachować powagę 😉 Bo potrzebujemy takich książek, pisanych z uważnością i dystansem, potrzebujemy czasami spojrzeć na otaczające nas absurdy z uśmiechem. Obśmianie swoich strachów czyni je mniej strasznymi. „Uaaagrrr!!!”
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 Maj, 2022 w Recenzja

 

Tagi: , , ,

Mateusz Gostyński „Nie?słusznie skazany”

Odebrano mu dwie dekady życia, brutalnie pozbawiono młodości, rodziny i przyjaciół. Teraz wychodzi na wolność, a jego paliwem napędowym jest zemsta, bo nie ma już nic do stracenia.
Jorge poznajemy, kiedy po długiej odsiadce opuszcza więzienie. Od razu wpada w wir wydarzeń i w otoczeniu pięknych kobiet próbuje rozwikłać tajemnicę śmierci przyjaciela sprzed lat. Czytelnikowi stale towarzyszy pytanie, komu bohater może zaufać i jak wiele może postawić na szali. Zaraz po opuszczeniu zakładu karnego czeka na niego Carmen, siostra człowieka, za którego zamordowanie został skazany. W tym momencie jesteśmy wciągnięci w tajemnice i intrygi rodziny Martinezów, gdzie nikt nie odsłania od razu wszystkich kart.
Jednocześnie akcja przeskakuje na więzienną retrospekcję, gdzie jako młody chłopak, Jorge uczył się trudnej sztuki przetrwania. Te wspomnienia zza krat z czasem świetnie
wplatają się w bieżące wydarzenia i stanowią ich uzupełnienie.
Książka jest zaklasyfikowana jako erotyk, ale w mojej opinii wątek sensacyjny jest tutaj wiodący. Sceny seksu, owszem są i bywa naprawdę gorąco, jednak akcję napędzają intrygi i manipulacje bohaterów.
Gdybym musiała się czegoś przyczepić, to nieskazitelności, wszyscy są zjawiskowo piękni i pociągający, każdy budzi pożądanie. Z drugiej strony, takie warunki stawia konwencja gatunku, ma być pięknie, zmysłowo i u Mateusza Gostyńskiego te wymagania zostają spełnione.
„Ukradkiem patrzy na mnie i mnie podziwia” tak główny bohater siebie postrzega, ale to nie zarozumiałość, czy narcyzm. Czytając opis wyglądu Jorge, trzeba przyznać, że w istocie jest do podziwiania całkiem sporo. Do tego zadziorny charakter i brak jakichkolwiek zahamowań. A wszystko to, w malowniczych zakątkach Malibu i LA.
Interesujący jest sposób prowadzenia narracji, mamy pierwszoosobową z perspektywy Jorge, ale niektóre sceny są pokazane z perspektywy Carmen. Zawsze uważam, że to wielkie wyzwanie, kiedy autor – mężczyzna, w ten sposób prowadzi kobiece postacie, zwłaszcza w scenach intymnych.
Jeśli lubicie książki z wątkiem mafijnym i nie odrzuca Was mocne słownictwo, które w tym środowisku znajduje uzasadnienie, polecam „Nie?słusznie skazanego”. A jeśli się wahacie, czy to powieść dla Was, to przypominam, że o bohaterów, sceny erotyczne, research więziennej codzienności, a także kilka innych kwestii (koniecznie o kontynuację!) zapytam Mateusza Gostyńskiego w dniu premiery „Nie?słusznie skazanego”, czyli w najbliższą środę!
Bądźcie z nami na żywo o 19:00
Mateusz Gostyński
PASCAL
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 25 kwietnia, 2022 w Recenzja

 

Tagi: , , , , ,

Krzysztof Iwan „Na skrzydłach śmierci”

Dziś chciałam Wam opowiedzieć o książce, której akcja dzieje się w Afryce i została silnie osadzona w jej realiach. Bo Krzysztof Iwan idealnie odmalował lokalne konflikty i problemy, nawet określenie „tło powieści” wydaje mi się zbyt płytkie, ponieważ intensywnie wdziera się w fabułę.

Mamy grupę najemników zrzeszonych w firmę Airspace Security, z wykupionym obywatelstwem Somalii, którzy tym razem otrzymują zlecenie w Ugandzie od korporacji Tullamore Oil. Firma ma poważne tarcia o wpływy z lokalnym rządem. I tutaj zostajemy wprowadzeni w świat trudnej, brutalnej polityki, niewyobrażalnych sum pieniędzy i intryg, a także strategii działań wojennych. Jednak nie to jest najważniejsze, moim zdaniem, kluczowym elementem powieści jest lotnictwo. Wiedza autora na ten temat jest imponująca, wręcz nie mogę uwierzyć, że sam nie pilotuje F-16. Jednocześnie, to nie jest reportaż, czy kurs pilotażu, ale zawiera mnogość odniesień do wydarzeń historycznych, do prawdziwych zdarzeń, czy anegdotek. Pozostaję pod ogromnym wrażeniem, bo widać tutaj gigantycznego pasjonata i znawcę tematu.

W mojej opinii i w stopniu, w jakim byłam w stanie zweryfikować informacje podane w książce, odnośnie ogólnej sytuacji geopolitycznej, czy znajomości broni, można je uznać za pewnik. Wszystko jest wyjaśnione i nawet laik się nie zgubi, bo wykorzystane fakty nie przytłaczają czytelnika.

Lekki niedosyt mam w sferze bohaterów, chciałabym ich lepiej poznać, na szczęście „Na skrzydłach śmierci„ otwiera serię książek i tutaj postacie zostały świetnie wprowadzone. Każdy z członków AirSec ma interesującą przeszłość i nietuzinkową osobowość. Każdy niesie odmienny bagaż doświadczeń i kulturowych odniesień. Głównym bohaterem jest Polak, pozornie pozbawiony sumienia, ale to też nie stereotypowy „bad boy”, a jego podejście do kobiet wręcz rozczula. Natomiast jest piekielnie skuteczny w powietrzu. Sprawdzałam jak wygląda wywrot (dawno tyle czasu nie spędziłam z wyszukiwarką i na YouTube podczas czytania książki) i jeśli Andrzej Kamiński wykonuje go w warunkach bojowych, to chylę czoło. A to wszystko wybrzmiewa z muzyką Sodom i Six Feet Under w tle.

Po lekturze zostaje w czytelniku plątanina pytań natury moralnej, bo lubimy tych pilotów, ale jednocześnie jesteśmy boleśnie świadomi, że ich granica moralności jest przesunięta daleko poza pojmowanie przeciętnego człowieka.

Od pewnego czasu na wojnę spoglądamy nieco inaczej, zmieniła nam się optyka i obawiałam się swojego odbioru tej pozycji. Tymczasem powieść urzeka głęboką znajomością tematu, szeregiem pytań i wątpliwości z jakimi pozostawia czytelnika. A przede wszystkim kwestią, w jakim stopniu człowiek jest się w stanie zaadoptować do warunków, by traktować pole bitwy jak miejsce pracy i zadanie do wykonania.

„Na skrzydłach śmierci” to pierwszy tom serii o Andrzeju Kamińskim, kolejna to ”Na celowniku”, a już za chwilę ukaże się „Bez pardonu”. Jest na co czekać!

WarBook

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17 kwietnia, 2022 w Recenzja

 

Tagi: , , ,